|
|
..............................................................................................................................................................................................................
|
|
Uwaga na gwałtowne burze
ZAGROŻENIE NA PÓŁNOCY POLSKI
Bardzo silne i gwałtowne burze mogą wystąpić w poniedziałek wieczorem w województwie Kujawsko-Pomorskim - ostrzega tamtejsze Centrum Zarządzania Kryzysowego.
Bydgoskie Centrum opiera się na prognozach Biura Prognoz Meteorologicznych w Poznaniu, które stwierdza, że nagła zmiana pogody może okazać się wyjątkowo niebezpieczna. Burze z piorunami, jakie przejdą nad północno-zachodnią Polską mogą doprowadzić do zakłóceń w działaniu urządzeń elektrycznych oraz wywołać zagrożenie pożarowe.
Przewiduje się także silne powiewy wiatru. Może on osiągnąć prędkość dochodzącą nawet do 45-50 km/h.
Chmury nas nie opuszczają
Chmury pokryją także pozostałą część kraju pod wieczór i w nocy z poniedziałku na wtorek. Temperatura wyniesie od 9 do 13 st.C.
Pogoda poprawi się nieco na zachodzie kraju we wtorek. Temperatura wyniesie od 18 do 23 st. C. Reszta Polski będzie dalej zachmurzona, jednak lokalne opady deszczu będą coraz słabsze i będą stopniowo zanikać.
tvn24.pl
19-06-2008
|
TIR zabił kobietę i odjechał
KIEROWCĘ ZATRZYMANO POD MIECHOWEM
W Krakowie TIR potrącił na pasach starszą kobietę i odjechał z miejsca wypadku. Kobieta zmarła. Policja zatrzymała ciężarówkę dopiero na drodze do Miechowa. Kierowca prawdopodobnie w ogóle nie zauważył wypadku.
- TIR zahaczył kobietę na przejściu dla pieszych tyłem pojazdu. Siła uderzenia okazała się tak duża, że kobieta zmarła na miejscu - poinformował TVN24 Dariusz Nowak z krakowskiej policji.
Do wypadku doszło przed godziną 10. na ulicy Mogilskiej w stolicy Małopolski.
Kobieta miała 74 lata i mieszkała w okolicznych blokach.
Policja znalazła kierowcę TIR-a
Kierowca ciężarówki po wypadku nie zatrzymał się, pojechał dalej. Policja uważa, że mógł nie zauważyć całego zdarzenia.
Funkcjonariusze znaleźli już kierowcę TIR-a w Miechowie. Był trzeźwy. Teraz policja sprawdzi, czy wiedział, że śmiertelnie potrącił kobietę.
tvn24.pl
19-06-2008
|
|
Skazana Renata Beger: wracam do polityki
DWA LATA W ZAWIESZENIU DLA BYŁEJ POSŁANKI SAMOOBRONY
Na dwa lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat i 30 tys. zł grzywny skazał pilski sąd Renatę Beger. Była posłanka Samoobrony była oskarżona o fałszerstwa na listach poparcia w wyborach do Sejmu w 2001 roku. – Jeżeli takie wyroki zapadają w Polsce, jeżeli ludzie niewinni są skazywani, to nie jest mój koniec kariery politycznej. Wracam do polityki! - zapowiedziała Renata Beger po ogłoszeniu wyroku.
Była posłanka czuje się pokrzywdzona wyrokiem pilskiego sądu i zapowiada złożenie skargi w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. - To wyrok rażąco niesprawiedliwy. Jakim cudem ja miałam wiedzieć, że te podpisy są sfałszowane? Zostałam wmanewrowana przez dziennikarzy, którzy sfałszowali podpisy i listy - oburzała się Beger.
Renata Beger wspomniała, że jako posłanka niejednokrotnie interweniowała w takich sprawach, a teraz musi sobie sama poradzić. - To dobrze, bo nie będę siedziała w domu, ale zacznę walkę - zapowiedziała. - Odwołam się choćbym miała pod kościołem czy na ulicy żebrać żeby się odwołać - zapewniła.
To już drugi proces
W pierwszym procesie, zakończonym w czerwcu 2006 r., Renata Beger została skazana na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat i 30 tys. zł grzywny. W 2007 roku Sąd Okręgowy w Poznaniu uchylił jednak ten wyrok ze względów proceduralnych.
W powtarzanym procesie prokurator domagał się takiej samej kary dla byłej posłanki Samoobrony. Drugi proces przed sądem rejonowym w Pile rozpoczął się w połowie grudnia. Teoretycznie oskarżonej o nadużycia groziła kara do trzech lat pozbawienia wolności, a za posługiwanie się nieprawdziwymi danymi - do pięciu lat. Żądania prokuratora były jednak niższe.
Podpisy, których nie było...
To nie jedyne kłopoty Beger z prawem. We wrześniu ubiegłego roku "Gazeta Wyborcza" ujawniła taśmy, na których widać, jak płaci działaczce Samoobrony za zbieranie podpisów na listach wyborczych w kolejnej kampanii wyborczej.
ZOBACZ: "Kupowanie podpisów pod lupą prokuratury"
Po opublikowaniu tych nagrań była posłanka zaprzeczyła, że kupowała podpisy. Wyjaśniła, że Renacie Jankowiak płaciła za paliwo, a całą sprawę nazwała prowokacją. Proces w tej sprawie toczy się proces przed sądem w Szamotułach.
WIĘCEJ: Beger idzie w zaparte
tvn24.pl
19-06-2008
|
|
"Autorzy książki o Wałęsie złamali prawo"
KONSTANTY MIODOWICZ ATAKUJE CENCKIEWICZA I GONTARCZYKA
- Panowie Gontarczyk i Cenckiewicz dokonali bezczelnego i zuchwałego przestępstwa publikując dokumenty, które były wytworzone po roku 1990 w obrębie służb niepodległego państwa polskiego - uważa Konstanty Miodowicz. Poseł PO nazywa autorów książki o Lechu Wałęsie "pseudohistorykami" i "politycznymi aktywistami".
Według byłego szefa kontrwywiadu, a dziś posła Platformy Obywatelskiej, Piotr Gontarczyk i Sławomir Cenckiewicz nie mieli prawa korzystać z dokumentów UOP i ABW, a tym bardziej zamieszczać ich w swojej publikacji.
- Jestem zbulwersowany pojawieniem się w publikacji "pseudohistoryków" IPN dokumentów, które były wytworzone po roku 1990 w obrębie służb niepodległego państwa polskiego, a mianowicie UOP i ABW. Dokumentami tymi nie dysponował i dysponować nie może IPN i zostały one udostępnione autorom książki w trybie nielegalnym i sprzecznym z prawem - twierdzi Miodowicz.
Miodowicz atakuje - Cenckiewicz się broni
Zdaniem posła materiały te podlegają ochronie i mogą być odtajniane i udostępniane jedynie organom ścigania na podstawie decyzji szefów służb. - W przypadku publikowania (w książce) notatek dyrektora (Wiktora) Fąfary i ministra Andrzeja Milczanowskiego dokonano bezczelnego i zuchwałego przestępstwa - twierdzi polityk.
Współautor książki pt. "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" Sławomir Cenckiewicz odpiera zarzuty i wskazuje, że miał prawo wglądu w dokumenty na podstawie art. 27 ustawy o IPN, który mówi, że prezes IPN może na jego podstawie wystąpić do jakichkolwiek organów państwowych, które posiadają dokumenty, odnoszące się do funkcjonowania aparatu bezpieczeństwa PRL.
- W związku z tym, że dokumentacja ABW i UOP dotyczyła spraw związanych z zaginięciem dokumentów wytworzonych w okresie PRL, prezes IPN mógł otrzymać te materiały - utrzymuje Cenckiewicz.
"To polityczni aktywiści"
Ale te argumenty nie przekonują Miodowicza, według którego powstanie książki o byłym prezydencie to efekt przedsięwzięcia o charakterze politycznym, realizowanym z użyciem "rekwizytów historycznych".
- Piotr Gontarczyk i Sławomir Cenckiewicz, to aktywiści, o określonej orientacji politycznej, którzy pod możnym protektoratem głowy państwa zamierzają dokonać zamachu na symbol polskiej niepodległości, celem dokonania degradacji kogoś znaczącego i liczącego się w Polsce i w świecie - ocenia polityk.
Konstanty Midowicz w latach 1990-1996 pracował w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Urzędzie Ochrony Państwa, gdzie, jako szef kontrwywiadu uczestniczył w budowie polskich służb specjalnych.
tvn24.pl
19-06-2008
|
|
Manifestacja w stolicy w rocznicę "Solidarności"
WEDŁUG ZWIĄZKU PŁACA MINIMALNA JEST ZBYT NISKA
29 sierpnia związek zawodowy "Solidarność" ma zorganizować ogólnopolską manifestację w Warszawie. Uchwałę taką podjęto podczas dwudniowych obrad Komisji Krajowej związku w Gdańsku.
Manifestacja ma się odbyć pod hasłem" Godna praca, Godna emerytura" - zapowiada szef "Solidarności" Janusz Śniadek.
Związkowcy uważają, że mimo szybkiego wzrostu płac przez ostatnie dwa lata, Polacy wciąż za mało zarabiają. "Solidarność" nie zgadza się też z rządowymi propozycjami dotyczącymi minimalnego wynagrodzenia. Według planów rządu w roku 2009 minimalna praca miałaby wynosić 1204 złote brutto. - Może to doprowadzić do eskalacji społecznego niezadowolenia i napięć - uważa Janusz Śniadek.
Komisja Krajowa "Solidarności" uznała, że obecne działania rządu w sferze gospodarczej są sprzeczne z wcześniejszymi deklaracjami o wzroście świadczeń i wynagrodzeń. Stawia to, zdaniem Komisji, pod znakiem zapytania rzeczywiste intencje i wiarygodność rządu w deklarowanym dialogu społecznym ze związkowcami.
Data manifestacji - 29 sierpnia - nie została wybrana przypadkowo: ma być kojarzona z Porozumieniami Sierpniowymi.
tvn24.pl
19-06-2008
|
|
Pigułki gwałtu zaleją Polskę?
POLICJA NIE WIE, JAK WALCZYĆ Z PLAGĄ TABLETEK
Pigułka gwałtu, której ofiarami pada rocznie ponad 6 tysięcy brytyjskich kobiet, trafi w tym roku na szeroką skalę do Polski - czytamy w "Dzienniku". Gazeta donosi, że polska policja nonszalancko podeszła do pierwszego poważnego alarmu - przejęcia w ubiegłym roku nielegalnego transportu z surowcem na ponad 300 tysięcy pigułek.
Narkotyk GHB, nazywany w Polsce „pigułką gwałtu” lub „śpiochem” to nie wymysł mediów. Przywędrował z USA, obecnie produkowany jest za naszą wschodnią granicą i przemycany. W jakich ilościach? Tego dokładnie nikt nie wie.
O skali zjawiska może świadczyć fakt, że Centralne Biuro Śledcze zatrzymało w Polsce w grudniu ubiegłego roku aż osiem kilogramów substancji nadającej się do wyprodukowania 300 tysięcy tabletek.
Od kilku miesięcy do policji docierają sygnały o gwałtach dokonanych po podaniu ofierze narkotyku. "W jednym z łódzkich barów ofiarą padła młoda kobieta. Prawdopodobnie dosypano jej środka do drinka. Świadomość odzyskała następnego dnia na jednym z łódzkich blokowisk. Badania lekarskie wykazały, że została zgwałcona" - czytamy w dzienniku.
Do tej pory w Polsce w sprawie o zastosowanie pigułki gwałtu skazano tylko jedną osobę. W 2006 r. wyrok 5 lat więzienia dostał Sławomir Z., który wykorzystał seksualnie kilkunastoletnią dziewczynę.
Jak działa pigułka?
 Następnego dnia po spożyciu pigułki ofiara nic nie pamięta, a sama substancja szybko znika z organizmu. Po 8 godzinach nie można wykryć jej we krwi, a po 12 w moczu.
Ofiary stają się bezwolne, bezradne, nie potrafią same podejmować decyzji. Gdy odzyskają świadomość pamiętają na ogół jedynie bolesne poczucie krzywdy. Przedawkowanie „narkotyku gwałtu” może prowadzić do śpiączki, zaburzeń oddychania, a nawet śmierci.
Jak donosi "Dziennik" twórcy kampanii "Pilnuj drinka" prowadzonej przez Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii przewidują, że podczas tegorocznych wakacji pigułki staną się plagą w polskich klubach i dyskotekach. Jest coraz więcej przesłanek na to, że światek przestępczy sprowadza ją do Polski.
Oszołomi każdego
Prawdziwą karierę GHB zrobił jednak jako lek dyskotekowy. Chętnie łączono go z alkoholem, marihuaną, ekstazy lub amfetaminą. Najbardziej niebezpieczne jest połączenie z alkoholem, bo ten bardzo nasila działanie GHB.
W małych dawkach działa relaksująco i euforycznie. Pod jego wpływem łatwo paść nie tylko ofiarą gwałtu, ale również kradzieży czy napadu.
Dlatego pigułka chętnie wykorzystywana jest przez złodziei. "Kilka dni temu ofiarą pigułki padł młody mężczyzna z Trójmiasta, który w jednym z pubów w Sopocie pił piwo z nowymi kolegami. Gdy się ocknął, leżał na plaży bez portfela, karty kredytowej i komórki" - czytamy w gazecie.
GHB za granicą
W Wielkiej Brytanii policzono, że przestępstw z użyciem "date rape drug" jest aż 6 tysięcy rocznie, a blisko dwie trzecie Brytyjczyków zetknęło się z nielegalnym środkiem.
Z kolei policja z liberalnej Holandii wyliczyła, że szczególnie zagrożeni pigułką są bywalcy klubów gejowskich w Amsterdamie, gdzie odsetek osób, które zetknęły się ze specyfikiem był niemal trzykrotnie większy niż w tradycyjnych pubach.
W ramach profilaktyki, poza zachowywaniem czujności, od niedawna można zalecać już młodym polskim imprezowiczom zaopatrzenie się w nieduże, dyskretne drink testery umożliwiające wykrycie GHB w napoju, wypuszczone na początku 2007 r. przez jednego z producentów prezerwatyw.
tvn24.pl
16-06-2008
|
|
|
Dyrygent-pedofil stawił się w areszcie
KROLOPP SPÓŹNIŁ SIĘ DO WIĘZIENIA DWA DNI
Skazany za seksualne wykorzystywanie nieletnich były dyrektor i dyrygent chóru Polskie Słowiki Wojciech Krolopp stawił się w areszcie po półrocznej przerwie w odbywaniu kary. Spóźniony dwa dni, za co grożą mu sankcje.
- Pan Krolopp pojawił się w niedzielę około godziny 21. Sobotę i niedzielę przebywał na wolności nielegalnie. Dyrektor aresztu może go ukarać za spóźnienie np. pozbawieniem prawa do odbioru paczki. Gdyby spóźnienie byłoby większe niż trzy dni, stanowiłoby to przestępstwo zagrożone karą dodatkowego więzienia - powiedział rzecznik Aresztu Śledczego w Poznaniu Kazimierz Różański. Półroczna przerwa w obywaniu kary przez Kroloppa zakończyła się w piątek.
W grudniu 2007 roku Sąd Okręgowy w Słupsku zezwolił muzykowi na półroczny pobyt na wolności ze względu na zły stan zdrowia - skazany jest chory na AIDS. Krolopp był osadzony w Zakładzie Karnym w Czarnem (Pomorskie).
Dyrygent został w 2005 r. skazany prawomocnym wyrokiem na 6 lat więzienia za kilkunastokrotne wykorzystanie seksualne w latach 1994-1996 trzech nieletnich chórzystów. Do przestępstw doszło w czasie krajowych i zagranicznych wyjazdów na występy Polskich Słowików.
Sąd dodatkowo ukarał go sześcioletnim zakazem pracy z dziećmi i młodzieżą po wyjściu na wolność. Wyrok ten został podtrzymany w marcu 2006 r. przez Sąd Najwyższy, który oddalił wniesioną w tej sprawie kasację. Krolopp ubiega się o kolejną, tym razem miesięczną przerwę w obywaniu kary oraz o przedterminowe warunkowe zwolnienie. Połowę orzeczonego wyroku więzienia odbył w czerwcu 2007 r.
Polskie Słowiki działały ponad 50 lat. Chór, który co roku dawał 120-140 koncertów założył Jerzy Kurczewski. Po zatrzymaniu Kroloppa władze Poznania zdecydowały o rozwiązaniu zespołu. Obecnie działa Poznański Chór Chłopięcy pod dyrekcją Jacka Sykulskiego.
tvn24.pl
16-06-2008
|
|
Pociąg towarowy wypadł z szyn
WYPADEK K. RADZIWIŁŁOWA NA MAZOWSZU
Między Radziwiłłowem a Skierniewicami wykoleiło się kilka wagonów pociągu towarowego. Trasa Łódź-Warszawa jest zablokowana. Pociągi są kierowane na objazdy. Informację o wypadku dostaliśmy na platformę Kontakt TVN24.
W wypadku, do którego doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek, nikt nie ucierpiał. Są jednak poważne utrudnienia w ruchu. Pociągi, które jeżdżą na trasie Łódź – Warszawa są kierowane na objazdy przez Łowicz i Sochaczew. Podróżni jadą ponad godzinę dłużej.
Rzecznik PKP Przewozy Regionalne Łukasz Kurpiewski powiedział w TVN24, że jeszcze w poniedziałek trasa będzie odblokowana. - Do południa ma być przejezdny jeden tor, a po południu drugi - zapewnił. I dodał, że przyczyny wypadku zbada specjalna komisja.
Pasażerowie nie kryją zdenerwowania z powodu opóźnień pociągów. Tym bardziej, że od poniedziałku podrożały bilety na trasie Warszawa-Łódź.
Powód? Na odcinku Łódź - Skierniewice wyremontowano tory. Pociągi z Łodzi do Warszawy miały jeździć pół godziny krócej. Jednak zamiast krótszej podróży, PKP za wyższą cenę zafundowały pasażerom objazdy.
tvn24.pl
16-06-2008
|
|
Wałęsa zaprasza i... chce pozwać za "Bolka"
BYŁY PREZYDENT CHCE UGOŚCIĆ KACZYŃSKICH
Lech Wałęsa zaprosił braci Kaczyńskich na doroczną fetę w Gdańsku. Czy przyjdą, nie wiadomo - konflikt między byłym a obecnym prezydentem i jego bratem ostatnio się zaostrzył. Wałęsa z jednej strony wyciąga rękę do pojednania, z drugiej - wciąż chce pozwać prezydenta za "Bolka". - Nie znoszę takich nędzników i obłudników - stwierdził.
Były prezydent powiedział w Radiu Zet, że "jeśli będą formalno-prawne możliwości" pozwie Lecha Kaczyńskiego. - Jeśli nie, poczekam przy płocie te dwa lata i spotkamy się po spadnięciu z tego stanowiska - deklarował.
W niedawnym wywiadzie dla Polsatu Lech Kaczyński stwierdził że Lech Wałęsa był agentem o pseudonimie "Bolek". (CZYTAJ WIĘCEJ) Były prezydent wysłał wówczas list do Kaczyńskiego, w którym domaga się przeprosin za nazwanie go agentem. W przeciwnym razie - deklarował - złoży pozew do sądu przeciwko prezydentowi. - Gdyby były pojedynki, byśmy to rozstrzygnęli. To jest tak daleko chore, że inaczej się tego załatwić nie da - powiedział Wałęsa.
"Nie znoszę takich nędzników i obłudników"
W ubiegłotygodniowym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" prezydent Kaczyński wyznał: "Wałęsy od początku jakoś nie polubiłem. Jego styl bycia bywał niełatwy do zaakceptowania. Ja kultu Wałęsy nie podzielałem przez przekorność mojej duszy oraz przez to, że już wtedy niepokoiły mnie niektóre cechy jego charakteru". Były prezydent odniósł się do tej wypowiedzi:
- Mógł mi to powiedzieć, to by z hukiem wypadł. A jak się służył, jak pracował, jak się zachowywał. Nie znoszę takich nędzników i obłudników - stwierdził Wałęsa. Jednak - jak zastrzegł były prezydent - mówi o zachowaniu Lecha Kaczyńskiego, a "nie o jego prezydenturze i innych rzeczach".
"Zapraszam ich, bo to rok miłosierdzia"
Mimo konfilktu z braćmi Kaczyńskim, Wałęsa zaprosił ich na swoje imieniny. - Zapraszam ich, bo to rok miłosierdzia i przebaczenia - wyjaśnił w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Imieniny w przydomowym ogrodzie Lecha Wałęsy to gdańska tradycja. Co roku bawi się na nich kilkaset osób. Najgłośniejsza do tej pory była impreza z 2005 r., kiedy gośćmi byli Aleksander i Jolanta Kwaśniewscy. Od tej pory Wałęsa zaprasza na imieniny osoby, z którymi jest skonfliktowany. W ubiegłym roku zaproszenia dostali m.in. Anna Walentynowicz oraz Joanna i Andrzej Gwiazdowie - ale nikt z nich nie przyszedł.
Od prawa do lewa
Wałęsa na imieniny zaprosił też innych polityków PiS - Przemysława Gosiewskiego i gdańskiego posła Tadeusza Cymańskiego. Zaproszenia nie wysłano za to do Jacka Kurskiego, który u Wałęsy pojawiał się w poprzednich latach. Dostali je także politycy z innych ugrupowań - w tym premier Donald Tusk, marszałkowie Sejmu Bronisław Komorowski i Stefan Niesiołowski z PO, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, wicepremier Waldemar Pawlak i Józef Zych z PSL, Wojciech Olejniczak z SLD, Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek z PD.
Nie zapomniał o biskupach
Zaproszenia dostali też dostojnicy Kościoła - były metropolita gdański abp. Tadeusz Gocłowski, obecny metropolita - abp. Sławoj Leszek Głódź oraz kardynał Stanisław Dziwisz. Impreza odbędzie się w sobotę 21 czerwca.
tvn24.pl
16-06-2008
|
|
|
Powiedzieli Tuskowi, kto jest najgorszym ministrem
WEDŁUG "RAPORTU DERDZIUKA" ICH DOROBEK WYGLĄDA MARNIE
Najsłabszymi ministrami w ekipie Donalda Tuska są Ewa Kopacz i Bogdan Zdrojewski. Takie wnioski przedstawia poufny raport, który trafił właśnie na biurko premiera. Do dokumentu, który zbiera postępy legislacyjne w resortach, dotarł "Dziennik".
Raport sporządził zespół Zbigniewa Derdziuka, szefa Komitetu Rady Ministrów. Jak ustalił "Dziennik", z raportu wynika, że resorty zdrowia i kultury nie zrealizowały swoich zapowiedzi przedstawionych na początku roku.
W zdrowiu cisza od lutego
Statystyki legislacyjne Kopacz i Zdrojewskiego wyglądają nieciekawie – podsumowuje "Dz". Ostatni projekt resortu zdrowia został przyjęty przez rząd 5 lutego. Kolejne projekty utknęły na poziomie uzgodnień z innymi resortami, bądź w ogóle nie zostały przygotowane. Na dziesięć planowanych ustaw, rząd omówił i przyjął tylko dwie. Nikt z resortu zdrowia nie chciał komentować tych zaniedbań.
W kulturze spokój i nic się nie dzieje
Resort kultury też nie ma się czym chwalić. Ministerstwo ociąga się z kluczową dla środowiska artystycznego nowelizacją prawa autorskiego. Dopiero pod koniec czerwca minister ma przedstawić jej założenia, choć - według planów - miała być przyjęta już w kwietniu.
Nawet tak proste projekty ustaw o zmianie nazw warszawskiej Akademii Muzycznej i wrocławskiej ASP zostały przyjęte z trzymiesięcznym poślizgiem.
Planowane na luty rozporządzenie o ulgach w opłacie za wstęp do muzeów, dopiero trzy miesiące później trafiło pod obrady Komitetu Rady Ministrów. - Nie wypadamy źle. Nadrobiliśmy wszystkie zaległości, jeśli chodzi o rozporządzenia - zapewnia jednak rzecznik MKiDN Iwona Radziszewska.
Są też prymusi
Na szczęście dla szefa rządu w raporcie Derdziuka występują też prymusi. Zespół oceniający pracę ministrów nie miał zastrzeżeń do ministra sprawiedliwości - Zbigniewa Ćwiąkalskiego oraz ministra skarbu - Aleksandra Grada.
- Raport Derdziuka nie będzie ogłoszony publicznie, dostanie go na biurko tylko premier - zdradza jeden z członków zespołu. - Dla premiera ma to być ważny argument przy ewentualnych roszadach – dodaje aninimowy rozmówca "Dziennika".
tvn24.pl
16-06-2008
|
|
Sopot i Kołobrzeg - najmodniejsze kurorty
GDZIE NAJCHĘTNIEJ POLACY SPĘDZAJĄ URLOPY?
Wakacje nad Bałtykiem? Warto odwiedzić tylko Sopot i Kołobrzeg. Te dwa miasta, według sondażu "Rzeczpospolitej", to najmodniejsze kurorty nad polskim morzem. Jednak wakacje w kraju wybiera coraz mniej z nas.
Do których nadmorskich miejscowości Polacy wybierają się najczęściej? Według sondażu "Rz", najmodniejszym miastem okazał się Sopot (18 proc.). Ale moda nie przekłada się na rekord odwiedzin. Bo najwięcej osób w ubiegłym roku pojechało do Kołobrzegu (9 proc.), a jeszcze więcej planuje pojawić się na tamtejszych plażach w rozpoczynającym się sezonie.
Urlopy nad polskim morzem spędza 13 procent Polaków. - Skoro nad polski Bałtyk jeździ 13 proc. Polaków, to nie jest mało. To ponad 3 mln turystów – ocenia Rafał Szmytke, prezes Polskiej Organizacji Turystycznej.
Karnowski: Chcemy inteligentnych turystów
– Życzymy powodzenia Kołobrzegowi. W Sopocie nie nastawiamy się na ilość, ale na jakość. Chcemy, by przyjeżdżali do nas inteligentni, wykształceni, średniozamożni turyści, którzy nie skupiają się tylko na plażowaniu. Mamy im do zaproponowania coraz bogatszą ofertę – komentuje prezydent Sopotu Jacek Karnowski.
– Mamy morze, świetny klimat, uzdrowisko, czyste plaże i ciekawe imprezy – wylicza przyczyny sukcesu Janusz Gromek, prezydent Kołobrzegu.
Wolimy za granicę, by się pochwalić
Niestety, nasze morze przegrywa z cieplejszymi wodami. – Polacy, całkiem racjonalnie, wybierają pobyt za granicą, bo pogoda gwarantowana, jakość usług znacznie wyższa, cena na ogół niższa i jest się czym pochwalić przed znajomymi – mówi socjolog dr Waldemar Urbanik.
Nie odwróciliśmy się zupełnie od Bałtyku. Modne stały się krótkie wypady nad morze, także poza sezonem. O takich turystów walczą inne kurorty. Mistrzem ubiegłorocznych weekendów były Międzyzdroje, do których wybrało się 7 proc. badanych. W tym roku palma pierwszeństwa ma przypaść Łebie (wyjazd deklaruje 4 proc.).
tvn24.pl
16-06-2008
|
|
|
Koniec z obowiązkowymi mundurkami
PRZEPADŁ SZTANDAROWY POMYSŁ R. GIERTYCHA
To dyrektor szkoły - po zasięgnięciu opinii samorządu - zdecyduje, czy w jego szkole będą obowiązkowe mundurki - postanowili w piątek posłowie.
Sejm odrzucił wniosek posłów PiS, którzy chcieli utrzymania obecnych przepisów, zgodnie z którymi noszenie mundurków jest obowiązkowe w publicznych szkołach podstawowych i gimnazjach. Za było 273 posłów, ośmiu było przeciw, nikt nie wstrzymał się od głosu.
Zgodnie z projektem nowelizacji, dyrektor szkoły będzie mógł wprowadzić mundurki z własnej inicjatywy lub na wniosek rady szkoły, rady rodziców, rady pedagogicznej lub samorządu uczniowskiego. Wzór mundurków dyrektor ustali w uzgodnieniu z radą rodziców.
Szkoły, które nie wprowadzą obowiązku noszenia jednolitych strojów, będą musiały w swoim statucie określić zasady ubierania się uczniów na terenie szkoły.
Od 1 września 2007 r. noszenie mundurków jest obowiązkowe we wszystkich publicznych szkołach podstawowych i gimnazjach. Był to sztandarowy pomysł Romana Giertycha, ministra edukacji w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego.
tvn24.pl Polska
13-06-2008
|
|
|
PiS: Schetyna robi z Kaczyńskiego wariata
OCHRONA DLA PREZESA PIS - FAŁSZYWY GEST?
Przedstawiciele Prawo i Sprawiedliwość ostro reagują na wypowiedź Grzegorza Schetyny. Wicepremier tłumaczył, czemu przedłużył ochronę BOR prezesowi ich partii: -Jarosław Kaczyński czuje się zagrożony, bo dostaje anonimy z pogróżkami. -Schetyna chce zrobić z prezesa paranoika - oceniają w rozmowie z "Dziennikiem" posłowie PiS.
Politycy Prawa i Sprawiedliwości, przypisują ministrowi spraw wewnętrznych fałszywe intencje. - Szef MSWiA powinien powiedzieć jasno, że prezesowi rzeczywiście coś grozi i potwierdzić albo nie - skrytykował Schetynę Zbigniew Wassermann.
Schetyna: Kaczyński czuje się zagrożony
"Kaczyński ma wielu wrogów"
Cztery tygodnie temu Schetyna również przedłużył ochronę byłego premiera. Wtedy prosił o to sam Kaczyński, który otrzymywał anonimy z pogróżkami. Wtedy politycy PiS decyzję chwalili. - Prezes ma wielu wrogów - przyznał Przemysław Gosiewski.
Podobnie twierdzą oficerowie BOR, którzy mówią, że Jarosław Kaczyński także teraz może być narażony na pewne incydenty, ktoś w niego może na przykład rzucić kamieniem.
"Prezes PiS jest przewrażliwiony"
Za to politycy PO nie łączą ze słowami Schetyny żadnych złych intencji. Za to uważają, że Kaczyński jest przewrażliwiony. - Prezes PiS uważa, że grozi mu zamach. Schetyna podjął taka decyzje, bo nie chce konfliktu z braćmi Kaczyńskimi - powiedział jeden z pracowników MSWiA.
"Dziennik" nieoficjalnie dowiedział się, że ani policja, ani służby specjalne nie ostrzegały przed możliwymi atakami na Jarosława Kaczyńskiego. Gazeta wskazuje, że skoro takich sygnałów nie ma, to jedynym uzasadnieniem dla przedłużenia ochrony jest podobieństwo byłego premiera do prezydenta. Temu argumentowi zaprzeczył wczoraj Grzegorz Schetyna.
|
|
Dziennikarze i agenci pod lupą śledczych
PROKURATURA SPRAWDZI DZIAŁANIA MEDIÓW I ABW
Dwa odrębne śledztwa związane z udziałem dziennikarzy TVP w przeszukaniu przez ABW domu członka komisji weryfikacyjnej WSI Piotra Bączka, wszczęła radomska prokuratura.
Jedno ze śledztw – jak powiedziała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu Małgorzata Chrabąszcz - dotyczy podejrzenia przekroczenia uprawnień przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Chodzi o przeszukanie przez funkcjonariuszy ABW dziennikarzy TVP realizujących program „Misja Specjalna”.
- Zawiadomienie o przestępstwie skierowali 23 maja reporterzy TVP – powiedziała Chrabąszcz.
Dziennikarze, którzy weszli do mieszkania Bączka i próbowali filmować akcję ABW skarżyli się, że poddano ich rewizji osobistej i zabrano sprzęt.
Drugie śledztwo jest efektem zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, które skierowała do Radomia Prokuratura Krajowa. - Jest to śledztwo w kierunku utrudniania przez dziennikarzy TVP postępowania karnego prowadzonego przez Prokuraturę Krajową - Biuro ds. Przestępczości Zorganizowanej - w domu członka komisji weryfikacyjnej WSI Piotra Bączka w Konarach k. Warki (Mazowieckie) – wyjaśniła Chrabąszcz.
ABW przeszukała 13 maja mieszkania Bączka i drugiego członka komisji weryfikacyjnej Leszka Pietrzaka. Prokuratura nie postawiła im zarzutów, lecz przesłuchała jako świadków w śledztwie przeciw Aleksandrowi L. i Wojciechowi S., podejrzanym o żądanie od żołnierza byłego WSI 200 tys. zł za załatwienie mu pozytywnej weryfikacji.
tvn24.pl Polska
13-06-2008
|
|
|
Hańba, hańba, hańba PiS opuszcza obrady
CZY BĘDZIE WNIOSEK O ODWOŁANIE MARSZAŁKA SEJMU?
Hańba, hańba, hańba - wołali posłowie PiS, którzy opuszczali obrady Sejmu, po tym jak marszałek Bronisław Komorowski nie dopuścił ich do zadawania pytań ws. prywatyzacji. - Prawa opozycji zostały drastycznie ograniczone - grzmiał na konferencji prasowej Jarosław Kaczyński.
Hańba, hańba, hańba - wołali posłowie PiS, którzy opuszczali obrady Sejmu, po tym jak marszałek Bronisław Komorowski nie dopuścił ich do zadawania pytań ws. prywatyzacji. - Prawa opozycji zostały drastycznie ograniczone - grzmiał na konferencji prasowej Jarosław Kaczyński.
Posłowie PiS chcieli zdać pytania przed głosowaniem nad ustawą o komercjalizacji i prywatyzacji (chodziło zapisy znoszące kominy płacowe dla prezesów spółek Skarbu Państwa).
Co prawda regulamin Sejmu nie przewiduje pytań w trakcie trzeciego czytania, ale do tej pory było to sejmowym zwyczajem. W piątek marszałek Bronisław Komorowski postanowił z tym skończyć, gdyż jak sam stwierdził może, ale wcale nie musi dopuścić posłów do zadawania pytań. - Podejmuje decyzję, w zależności od zachowania osób, które zadają pytania - argumentował Komorowski. I wcześniej na dowód, udzielił głosu posłowi SLD.
PiS wróci, by odwołać ministra finansów
Oburzeni posłowie PiS zażądali przerwy w obradach. Jednak ich wniosek przepadł w głosowaniu. Ostatecznie Sejm przyjął nowelizację bez udziału posłów PiS, którzy opuszczając salę obrad wołali: "hańba, hańba".
iS - jak powiedział na konferencji prasowej Jarosław Kaczyński - rozważa wniosek o odwołanie marszałka Sejmu, który - zdaniem PiS - knebluje usta opozycji. - Doszło do kolejnego, drastycznego ograniczania prawa opozycji. Tam, gdzie opozycja nie krytykuje, nie ma demokracji - mówił prezes PiS.
Jego zdaniem, to próba stworzenia takiego systemu, w którym tylko i wyłącznie PO będzie miała realne szanse na władzę.
Posłowie PiS - jak zdecydowały władze klubu - nie będą brali udziału w przedpołudniowym bloku głosowań, mają wrócić na salę obrad, dopiero gdy będzie rozpatrywany wniosek nad odwołaniem ministra finansów Jacka Rostowskiego.
Premier: Trochę pokrzyczeli
Premier Donald Tusk, pytany przez dziennikarzy o zamieszanie w Sejmie stwierdził, że politycy nie powinni używać wielkich słów, kiedy dochodzi do niewielkiego zamieszania. - Nikt nie łamie prawa opozycji, prezes PiS lubi jednak nadużywać mocnych określeń - powiedział szef rządu. I dodał: - Opozycja jest nerwowa, kiedy nie ma zbyt dużego wpływu, nam też się zdarzało zachowywać nerwowo.
Poseł PO Waldy Dzikowski zachowania posłów PiS podsumował krótko: - Marszałek Komorowski to gołąbek pokoju, a PiS robi teatr dla telewizji. - Sejm nie może się zamienić, jak w jakieś liberum weto, jakieś gadaniny, które nie maja kompletnie sensu - stwierdził Dzikowski.
Sejm, po ponad półgodzinnej przerwie, którą po zamieszaniu wywołanym wyjściem posłów PiS z sali plenarnej, ogłosił marszałek Komorowski, wznowił obrady.
tvn24.pl Polska
13-06-2008
|
|
|